środa, 30 stycznia 2013

Rozdział 1


-Sandra napisała, że przespałaś się z jej bratem.- Powiedziała Patty patrząc na mnie wzrokiem pełnym żalu. Nie. To nie może być prawda. Dlaczego?- Ale nie przejmuj się jakoś to odkręcimy.- Wyciągnęła ramiona w moją stronę i chciała mnie przytulić ale odsunęłam się. Chwyciłam kurtkę i torbę i wybiegłam ze szkoły. Jak tylko wyszłam przed budynek poczułam chłód przebiegający przed moje ciało. Założyłam na siebie kurtkę i poszłam w stronę centrum handlowego. Nie mieściło mi się to wszystko w głowie. Moja najlepsza przyjaciółka napisała coś takiego. Dlaczego ona to zrobiła? Pieprzona księżniczka. Pewnie znowu coś jej się nie podobało. Weszłam do centrum i poczułam przyjemne ciepło na swoich zmarzniętych policzkach. Od razu poszłam do starbucks coffee. W kawiarni nikogo nie było. Zajęłam mały stolik w kącie. Zdjęłam z siebie kurtkę i powiesiłam ją na krześle obok. Odchyliłam głowę do tyłu i wzięłam głęboki oddech. Po chwili do mojego stolika podszedł młody chłopak. Miał na oko około 19-20 lat. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Chłopak uśmiechnął się do mnie.
-To co zawsze?- zapytał. Spędzałam tutaj naprawdę dużo czasu. Kiwnęłam tylko głową. Chłopak odszedł a ja od razu wyjęłam z kieszeni spodni swój telefon. Połączyłam się z wifi i zalogowałam na clicksterze. Weszłam na swój profil. Roiło się tam od różnych postów i komentarzy. Odszukałam wpis od Sandry. ,,I jak, fajnie ci sie bzykalo z moim braciszkiem? hahahahah''. Przesunęłam palcem po ekranie zjeżdżając niżej do komentarzy. ,,Hahahahahah'' ,,No no no'' ,,grrrr ja tez moge?'' ,,ile bierzesz za h mala?''. Nie wiedziałam, że płacze dopóki pierwsza łza nie pojawiła się na ekranie telefonu. Starłam ją szybko kciukiem. Otarłam policzki rękawem bluzy. Pamiętam wszystko bardzo dobrze. W zeszłym tygodniu Sandra zrobiła imprezę.
-Skarbie, pójdziesz po plastikowe kubeczki na górę? Są w pokoju Ben'a.- Sandra uwiesiła mi się na ramieniu i uśmiechnęła się do mnie.
-Spoko.- Odpowiedziałam odwzajemniając jej uśmiech. Wyszłam z salonu w którym trwała cała impreza i po dwa stopnie wbiegłam na piętro. Weszłam do pokoju Ben'a. Myślałam, że nie ma go w domu, ale on siedział na swoim łóżku.
-Oj Sorry, myślałam, że Cię nie ma. Sandra wysłała mnie po plastikowe kubeczki, skończyły się.- Uśmiechnęłam się i spojrzałam na chłopaka wyczekując aż wskaże mi gdzie są owe kubeczki.
-Nie ma sprawy, są tam na półce.- Uśmiechnął się i machnął ręką od niechcenia. Podeszłam do jednej z półek i stanęłam na palcach, żeby lepiej widzieć co się na niej znajduje. Ewidentnie nie było tam żadnych plastikowych kubeczków. Odwróciłam się i chciałam już powiedzieć, że ich nie ma i wracać na dół ale Ben stał przy drzwiach i patrzył się na mnie z łobuzerskim uśmiechem. Uniosłam jedną brew do góry.
-Nie ma. Trudno.- Uśmiechnęłam się i podeszłam do drzwi. Chciałam go wyminąć i wyjść z pokoju, ale Ben miał chyba inne plany. Chwycił mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Przywarł razem ze mną do ściany i zaczął całować. Nie wiedziałam co się dzieje. Zrobił to tak szybko, że nie miałam szans jakkolwiek zareagować, a w dodatku trzymał mój nadgarstek. Jego uścisk zaczął sprawiać mi coraz więcej bólu. Przestał mnie całować, ale jego twarz nadal znajdowała się blisko mojej.
-Zabawimy się. Co ty na to?- Szepnął w moje usta i oblizał swoje wargi. Zrobiło mi się niedobrze.
-Eh. Nie. Muszę wracać.- Próbowałam się wyrwać, ale na moje słowa Ben jeszcze mocniej zacisnął palce na moim nadgarstku. Skrzywiłam się z bólu.
-Nie?- Zapytał sarkastycznie. Położył dłoń na moim udzie i powoli przesunął ją wyżej.- Mi się nie odmawia.-Czułam jak łzy cisnęły mi się do oczu. Co to ma znaczyć? Co mu odbiło. Bałam się tego co zaraz ma nastąpić. Mogłabym krzyczeć, ale wiem, że to nic nie da. Muzykę z dołu było słuchać głośno nawet tutaj. Szukałam rozpaczliwie jakiegokolwiek sposobu, żeby uciec. Nic nie przyszło mi do go głowy. Jego druga ręka błyskawicznie znalazła się pod moją bluzką. Rękę z uda przeniósł na moje pośladki i przywarł do mnie jeszcze bardziej całując mnie po dekolcie. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Próbowałam go od siebie odepchnąć. Uderzałam go pięściami ale nawet go to nie ruszyło. Był ode mnie starszy, wyższy, większy. Nie miałam szans. Ktoś zaczął szarpać za klamkę pokoju. Teraz. To była moja szansa. Zaczęłam krzyczeć jak najgłośniej tylko mogłam. Szarpanie klamki ustało.
-Ty suko.- Wydarł się na mnie i uderzył w twarz. Odrzuciło moją głowę na jedną stronę. Dotknęłam dłonią policzka i zaczęłam bardziej płakać. Do pokoju wparował nagle Mike najlepszy kumpel Ben'a. Wyrwałam się i przebiegłam obok zdezorientowanego chłopaka w drzwiach.
-Co Ty kurwa zrobiłeś? Biegnij za nią!- Usłyszałam za plecami. Serce biło mi coraz szybciej. Jeśli oni mnie nie złapią to umrę na zawał. Dobiegłam w końcu do domu. Wbiegłam przed drzwi i zakluczyłam je na klucz. Pobiegłam do swojego pokoju. Także go zakluczyłam i położyłam się na łóżku chowając twarz w poduszce. Chciałam zapomnieć o tym wszystkim co się tam stało. Obiecuję sobie, że nigdy więcej nie pójdę tam. NIGDY.
W tej chwili ktoś położył przede mną kubek z kawą. Podniosłam wzrok i spojrzałam na tego samego chłopaka, który przyjął ode mnie zamówienie. Uśmiechnął się do mnie, ale po chwili jego uśmiech trochę przygasł. Zorientowałam się, że płaczę więc szybko odwróciłam głowę i wtarłam policzki rękawem bluzy. Chłopak usiadł niepewnie na miejscu na przeciwko mnie.
-Może mógłbym jakoś pomóc?- Zapytał zatroskanym głosem.
-Jeśli tylko umiesz cofnąć czas.- Powiedziałam sarkastycznie.
-Tego nikt nie potrafi. Ale zamiast tego trzeba się starać aby przyszłość była lepsza niż przeszłość. Trzeba zostawić ją za sobą.- Powiedział pociesznym głosem. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Uśmiechnęłam się i wzięłam do ręki kubek z kawą. Wzięłam łyk karmelowego latte i odłożyłam kubek na miejsce.
-Dave.- Chłopak wyciągnął dłoń w moją stronę.
-Alison.- Uścisnęłam lekko jego dłoń. - Potrafisz poprawić humor.- Posłałam chłopakowi uśmiech. Od razu go odwzajemnił.
-W takim razie może dasz mi swój numer? W razie jakbyś potrzebowała pocieszenia.- Uniósł zabawnie brew i uśmiechnął się do mnie. Zawahałam się ale w końcu wyciągnęłam kartkę, długopis i zapisałam mu swój numer. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Była 14. Zajęcia w szkole kończyły się za pół godziny. Nie chciałam nikogo spotkać po drodze. Wzięłam kolejny łyk kawy i zostawiając prawie pełny kubek wstałam do stołu.
-Muszę iść.- Posłałam chłopakowi przepraszające spojrzenie i narzuciłam na siebie kurtkę. Wzięłam torbę i wyszłam z kawiarni. Wyszłam z centrum handlowego. Na policzkach poznałam znajomy chłód. Zamknęłam na chwilę oczy pozwalając by wiatr rozwalił moje włosy na wszystkie strony. W końcu ruszyłam w stronę domu. Spodziewałam się kompletnej pustki na ulicach, tymczasem co chwilę ktoś szedł. Rozpoznałam nawet kilka osób ze szkoły. To nie możliwe, żeby już skończyli. Wyjęłam telefon i spojrzałam na zegarek 14:35. Cholera. Ten w kawiarni albo źle chodził, albo stanął. Poczułam ukłucie w brzuchu. Przyspieszyłam aby tylko jak najszybciej znaleźć się w domu. Ktoś rzucił mnie śnieżką. Odwróciłam się i zauważyłam grupkę chłopaków. Nie znałam żadnego z nich. Odwróciłam się z powrotem i chciałam iść dalej ale otoczyli mnie. Było ich z siedmiu. Może więcej. Wszyscy mieli na twarzach głupawe uśmieszki.
-To jak, dzisiaj wieczorem?- Zapytał jeden z nich i zaśmiał się drwiąco. Poczułam zbierające się łzy w moich oczach ale stłumiam je. Nie mogłam pozwolić sobie na chwilę słabości. Nie. Postawię się im. Nie będą mną pomiatać. Przecież to nie prawda.
-Przykro mi ale skończyłam z dorabianiem po lekcjach jako opiekunka dla dzieci.- Reszta zaczęła buczeć i naśmiewać się z kolegi. Uniosłam brew do góry i spojrzałam na niego groźnie. Był wyraźnie zdenerwowany. Nie przejęłam sie tym specjalnie. Popchnęłam go i wyminęłam idąc dalej w stronę domu. Zamiast do siebie poszłam jednak do Patty w nadziei, że jest już w domu. Zadzwoniłam dzwonkiem i czekałam. Otworzyła mi pani Curtis.
-Dzień dobry.- Uśmiechnęłam się na co kobieta odpowiedziała mi tym samym.
-Cześć Alison, wejdź. Patricia zaraz powinna być w domu.- Zaprosiła mnie do środka. Zdjęłam buty w przedpokoju i weszłam do pokoju przyjaciółki. Bardzo lubiłam mamę Patty i chyba z wzajemnością. Położyłam się na łóżku i czekałam aż wróci.

_____________________________ 
Idę jak burza. Mam już ponad połowę następnego rozdziału. Muszę jeszcze dopisać coś do rozdziału na tamten blog i mogę kończyć 2. 
Jeśli przeczytaliście to napiszcie mi co o tym sądzicie. Czy wyłapaliście jakieś błędy itp. Każda rada jest cenna :)
Jak wam się podoba i chcecie być na bieżąco to zostawcie jakiś kontakt z wami i będę Wam pisała :)
Miłego czytania :3 
(Nowy rozdział pojawi się na pewno do końca tego tygodnia).